14.08.2004 zmarł Czesław Miłosz ...

Zadanie

Czesław Miłosz

W trwodze i drżeniu myślę, że spełniłbym swoje życie
Tylko gdybym się zdobył na publiczną spowiedź
Wyjawiając oszustwo, własne i mojej epoki:
Wolno nam było odzywać się skrzekiem karłów i demonów
Ale czyste i dostojne słowa były zakazane
Pod tak surową karą, że kto jedno znich śmiał wymówić
Już sam uważał się za zgubionego.

[Gdzie wschodzi słońce i kędy zapada]

legendy pierwszej Solidarności odchodzą

Moje spotkania z Miłoszem

Dziś (14. sierpnia 2004 roku) umarł Czesław Miłosz... Znów odchodzi kawał mojego ”wieku męskiego”, mojej chwilowej, euforycznej wolności. Wtedy mi się objawił i tak skojarzony pozostanie na zawsze w mojej pamięci. Z czasem nagłego i gwałtownego podmuchu wolności.

Po raz pierwszy usłyszałem o Miłoszu w Radio Wolna Europa przy okazji ”Zniewolonego umysłu”, na pewno w latach siedemdziesiątych XXw. Było to skojarzenie z sensacją zakazaną, a nie z wielką literaturą. Dopiero jesień 1980r. i nagroda literacka Nobla przyniosły mi odkrycie Miłosza jako wielkiego poety. Pojawiło się mnóstwo broszurkowych wydań cykli i wyborów wierszy. Pewnie, do tego czasu można było ukrywać, nie wydawać, zamazywać. Jeśli się nie należało do działaczy opozycji, ani nie miało takich znajomości to się i nie czytało. Ktoś mnie, nas, moje pokolenie próbował i w jakiejś części rzeczywiście ograbił z dziedzictwa kultury. Dla mnie to była chyba największa zbrodnia komunizmu: ograbienie nas z dziedzictwa kultury tak, że nawet o tym nie wiedzieliśmy.

Dziś jeszcze te broszurkowe, półlegalne, na fatalnym papierze, wydania stoją na półce obok już nobilitowanych, dostojnych wydań późniejszych. I chyba są przeze mnie bardziej kochane i szanowane. Czesław Miłosz stał się dla mnie wielkim odkryciem - polszczyzny. Mieszkając w kraju ojczystym, gdzie wszyscy mówią tym samym językiem, gdzie ten język ewoluuje, tworzy się na żywo i na bieżąco, nie dostrzegamy zupełnie jego możliwości. Nie widzimy możliwych do zrealizowania form gramtycznych. Codzienna Potoczność zabija świeżość spojrzenia. Brakuje koniecznego dystansu, zasób słów bardzo trudno jest poszerzyć bez popadania z jednej strony w kolokwializmy, a z drugiej w konstrukcje rodem bardziej ze słownika wyrazów obcych lub synonimów.

Taki dystans stworzył mi Miłosz. Lektura Jego wierszy odkryła przede mną takie obszary form języka polskiego jakich nawet nie podejrzewałem. Wystarczyła sama próba czytania na głos, abym przekonał się, że nie da się Go tak czytać jak każdego innego, znanego mi a zamieszkałego w Polsce poetę. Ze zdumieniem co chwila potykałem się na zaskakujących formach językowych. Nie piszę tu tego jako przeciętny, domowy, czytelnik poezji. Jestem doświadczonym, wyszkolonym lektorem. Czytałem i interpretowałem niejeden utwór poetycki, różnych autorów polskich i obcych; jednak to, co z polskim językiem robił Miłosz zaskoczyło mnie zupełnie.

Może było Mu łatwiej, gdyż miał dystans wymuszony do polszczyzny nie stykając się z nią i wyłącznie z nią bez przerwy i na co dzień. Potoczny język obserwował z daleka, a na emigracji zapewne częściej spotykał się z polszczyzną oderwaną od żywego, zmieniającego się nieustanie źródła. Z drugiej strony: miał komfort wolności od skażeń nowomowy kwitnącej radośnie w ojczyźnie.

Drugim odkryciem jakiego dokonałem dzięki Miłoszowi było haiku. Znałem oczywiście tę formę wcześniej, ale ”zniewoliłem” swój umysł wyobrażeniem, że haiku musi zachować oryginalną, japońską formę. Dzięki Miłoszowi przekonałem się, że nic podobnego, że chodzi o ducha, a nie o formę. Dotarło to do mnie, kiedy kupiłem sobie Jego przekłady haiku. Nie tylko nie tłumaczył z japońskiego, ale i nie zachował ścisłej japońskiej formy. Zachował za to coś znacznie ważniejszego: ducha haiku. W języku polskim zresztą nie da się zachować formy haiku stworzonej przecież w języku japońskim. Miłosz wykonał genialne pociągnięcie, na które mało kto by się zdobył, bo wszyscy chcieliby zapewne dochować ”wierności” japońszczyźnie.

Odszedł kolejny wielki, kolejna ”legenda pierwszej Solidarności”. Przynajmniej taki mi się kojarzy i zawsze tak mi już będzie się kojarzył. Bez względu na to, czy można go do Solidarności zaliczyć.

14 sierpnia 2004 Wincenty K. Grewkowicz

powrót