Wincenty Konstanty Grewkowicz (vito)

napisz do mnie wiersze z wojska
ostatnia zmiana 03.07.2000r.

spis treści

powrót do strony głównej

Należy się parę słów wyjaśnienia:
Otóż kiedyś, w bardzo zamierzchłych czasach, absolwentów wyższych uczelni sadzano ciupasem do woja na cały 1 (słownie: jeden ) rok bez prawa zwolnienia warunkowego. Nazywało się to SOR (szkoła oficerów rezerwy). Te wiersze powstały właśnie wtedy, kiedy byłem w SOR-ze, a konkretnie w szkole wojsk kwatermistrzowskich w Poznaniu.



Hymn SOR-bony

Ref.: Lecz gdy będziesz studentem
pamiętaj przyjacielu
} za karę wnet pójdziesz do SOR-u
(bis)

W małej wiosce nad rzeczką
w chatce koło leszczyny
matka syna powiła nad ranem
ojciec mówi do niego:
będziesz synu magistrem
który krowę nazywa baranem

Ref.: Lecz gdy będziesz studentem
pamiętaj przyjacielu
za karę wnet pójdziesz do SOR-u
(bis)

Poszedł chłopak do szkoły
uczył nieźle się nawet
czasem piątki przynosił i guzy
ojciec tak mu powiedział:
Pójdziesz do średniej szkoły
niechaj twojej doczekam matury.

Ref.: Lecz gdy będziesz studentem...

Już liceum skończone
i matura w kieszeni
czas na studia się wybrać kochasiu
kuć fizykę nocami
drżeć przed egzaminami
i dostąpić immatrykulacji

Ref.: Lecz gdy będziesz studentem...

Już studentem niebożę
indeks ściska w łapinie
egzaminy, dziewczyny i piwo,
czasem dziekan pomoże
by go urlop nie minął
i tak żyje studencik jak może

Ref.: Lecz gdy będziesz studentem...

Przyszedł koniec tej laby
trzeba bronić dyplomu
i uciekać z uczelni do pracy
czas poszukać swej baby
coś zakupić do domu
absolwenci my, ach, nieboracy

Ref.: Lecz gdyś już absolwentem...

Wszystko już uładzone
pierwsza pensja w kieszeni
w drodze dziecię, a może i dwoje
wtem krok jakiś usłyszał
i donośny głos w sieni:
CZAS SIĘ UDAĆ MÓJ PANIE DO SOR-u

Ref.: Lecz gdy będziesz magistrem...

Już magister w mundurze
ćwiczy baczność i spocznij
już przy żonie nie legnie wieczorem
żoną, matką i bratem
będzie mu obywatel
kapitan - komendant nasz SOR-u

Ref.: Lecz gdy będziesz magistrem...

początek strony

* * *

czeñ czeñ

kieliszki smukłe
złoty alkohol w szkle
czeń czeń
w tle
acinmar
  mar mar mar
a, mar, mar, a mar
światło! proszę!
przyćmione, szare, szare !!!*...

i to już atmosfera

kawa koniak
czeń czeń
smukłe szkło

_________
*wykrzykniki mają być odwrócone "do góry nogami"

początek strony

Aromaty

Kiedy tak maszerujemy unoszą się nad nami
wszystkie smrody Ziemi:
smród niemytego ciała w kierunku
”na prawo patrz”
i pierdzenie kolejne “wyżej noga” w kierunku
“na prawo patrz”
i pierdzenie zbiorowe w kierunku
“na prawo patrz”

smród ten jest największym efektem
kolejnego stawiania wyprostowanych nóg
z obciągniętymi palcami, jedna przed drugą
unoszonych na wysokość 20 centymetrów
od podłoża wydartego ziemi zwanego asfaltem

“na prawo patrz”

 

Jesień w wojsku

Żółknące liście opadają co dnia
Na asfalt co się liściem plami
Kilku żołnierzy wstaje do dnia
zamiata liście miotełkami

"Wojenko, wojenko
cóżeś ty za pani..."

Liście żółte opadają co dnia
A każdy liść jest listem twoim
A każdy liść jest innym światem

Kilku żołnierzy wstaje do dnia
zamiata liście miotełkami.

"Ułani, ułani
malowane dzieci..."

Zżółkłe liście opadają co dnia
resztki lata zżółkłego na starość
zżółkłe liście - wszystkie dni tygodnia
Suchy szelest - przeszłość.

Kilku żołnierzy wstaje do dnia
zamiata liście miotełkami.

"Nikt nam nie zrobi nic
nikt nam nie zrobi nic
bo z nami jest
bo z nami jest
marszałek Śmigły-Rydz..."

żółte liście opadają co dnia
Na asfalt czarny, na żołnierzy

Kilku żołnierzy wstaje do dnia
zamiata liście miotełkami

"Ułani wędrują
strzelcy maszerują..."

Kilku żołnierzy wstaje do dnia
zamiata liście miotełkami

początek strony

* * *

Orkiestra rżnie
na parkiecie - pary
tańczą
jak kto potrafi
dwie płci
dwa światy
a jeszcze te mundury, munduuuury!
(leniwie, przeciągająca się jak kotka rozmarzona kobieta)

początek strony

Sny z wojska

Wystarcza byle które ciało
i szelest pościeli.
tak dotykalny w wyobraźni

Nigdy nie będziemy tak zrośnięci
Aby się pozbyć własnych jaźni.

Tak nauczyłem się
odróżniać pożądanie
od miłości
której nie znam

kłębią się ciała w wyobraźni
szybciej, szybciej, raźniej, raźniej

szelest papieru i pościeli
szelesty sukien, szelest świerszcza:
gdzieś za kominem ciszę zgęszcza

rozpłomienione w nas oddechy... -

gasnące wszystkie ognie ciała

pozostawione zmięte bety
szelest w łazience wody z kranu
szelesty sukien, szelest świerszcza:
gdzieś za kominem ciszę zgęszcza

w ciemnym pokoju za zasłoną
dokonało się, czas spłonął

Wystarcza byle które ciało

W rozpłomienionej wyobraźni

gasnące wszystkie ognie ciała

zmarłe

Ból niespełnienia gdzieś wyjący.
to nie ja - to instynkt woła.

Ja leżę cicho zapatrzony
w jeszcze obecne urojenia

Lecz nie pamiętam twojej twarzy
wystarcza byle które ciało.

początek strony

Strona główna | archiwum | wiersze jesienne 2 | wiersze jesienne 1  | wiersze - Notatnik 94-95 | wiersze - edycja czerwiec 2000
Copyright  Wincenty Grewkowicz