Wincenty Konstanty Grewkowicz (vito)

napisz do mnie odcinek:
pierwszy   drugi  trzeci  czwarty  piąty  szósty  siódmy

odcinek szósty 20.12.2008r.

Chichot Darwina - Zwierzenia

Człowiek jest małpą, której przytrafił się intelekt.Tak, jak przytrafia się choroba, grypa dajmy na to. Może lepiej: alergia. Ani się tego pozbyć, ani z tym żyć.

To stwierdzenie pochodzi z drugiego odcinka "Zwierzeń". Było to czysto intuicyjne i jakże trafne.

Oto dwóch profesorów - Konrad Fiałkowski i Tadeusz Bielicki - mówią to samo w książce "HOMO PRZYPADKIEM SAPIENS" (Wydawnictwo Naukowe PWN - Warszawa 2008).

Czyli nie Pan Stworzenia, Ukoronowanie Ewolucji, Ostateczny Cel, Ostatnie Ogniwo ale Pan Przypadek.

Nie bohaterski myśliwy zdobywający pokarm w szlachetnej walce z tymże pokarmem na dzidy, kamienie, kopyta i rogi ale niezwykle wytrzymały biegacz samotnie zamęczający żarcie przez zagonienie. Tyle, że temu biegaczowi mózg wysiadał z przegrzania. Mamusi Ewolucji udało się przypadkiem wpaść na rozwiązanie: więcej neuronów, bo jak część zginie to jeszcze reszta może sterować wystarczająco organizmem. Im więcej neuronów tym więcej szans na przetrwanie. I tyle. To już wszystko. Żadnej mistyki, Konieczności powstania intelektu jako kolejnej fazy ewolucji. Najpierw była forma powstała z zupełnie innego powodu niż treść czyli intelekt.

Mnie to wygląda bardzo prawdziwie. Jestem przekonany, że tak to właśnie się zdarzyło.

Oczywiście, nie chodzi mi o streszczanie książki ale o konsekwencje tego faktu.

Jak wynika z badań mózg powiększał się bardzo szybko. To najszybszy znany proces ewolucyjny. Intelekt pojawił się później, bo wszak nadmair neuronów powstał na stracenie, a nie na myślenie. Pewnie myślenie pojawiło się wtedy, kiedy nie trzeba już było biegać tak wyczerpująco za żarciem więc i neurony nie musiały ginąć milionami. (Popatrz jak alkoholicy długo się trzymają funkcjonując jako tako - to Mama Ewolucja przewidująco o nich zadbała.)

Wynikałoby z tego, że człowiek, będąc właściwie intelektualnie a przede wszystkim uczuciowo i emocjonalnie małpą, dostał potężne narzędzie w postaci wielkiej i gęsto powiązanej sieci neuronowej, która tylko w niewielkiej części zajęta była zawiadywaniem organizmem. Reszta czekała na Einsteina i bombę atomową (to w konsekwencji).

Kimże np. mógł być pojawiający się w zasięgu wzroku inny człowiek jak nie zagrożeniem. Mógł być wypoczęty i z łatwością odebrać prawie już zamęczoną zwierzynę prawie równie zamęczonemu myśliwemu. Instynkt więc widział w nim wroga. Przyznaj się, ile razy w obcym widzisz najpierw zagrożenie? Ale uczciwie. To nie ty jesteś paranoikiem ale twoje instynkty. Co zresztą na jedno wychodzi.

A weźmy tzw. uczucia patriotyczne, na których całkiem zgrabnie grają politycy i wojskowi kiedy chcą byśmy poszli na wojnę. Serwują nam pieśni masowe. Czujesz wtedy uniesienie patriotyczne? A widzisz! Niestety, to obserwuje się już u szympansów, które wrzeszczą chóralnie pompując się "patriotycznie" przed napadem na inną społeczność szympansów (Konrad Lorenz - "Regres człowieczeństwa").

Zastanawiało mnie, dlaczego każde odkrycie naukowe tak łatwo wykorzystuje się do stworzenia nowej broni. Stanisław Lem bodajże, twierdził, że broń po prostu łatwiej zrobić. Mnie się jednak wydaje, że to nasze mordercze instynkty widzą najpierw broń w każdym odkryciu. Bombę atomową nie było łatwo zrobić chociaż zasada jest niezwykle prosta.

W świetle tezy postawionej w "Homo przypadkie sapiens" wydaje mi się, że to nie intelekt nami rządzi ale małpie instynkty, które nieoczekiwanie dostały "do łapy"(?) potężne narzędzie intelektu, a tzw. "zdrowy rozsądek" jest trwale nieobecny w naszych działaniach.

Popatrz, walka o władzę jest niczym innym jak walką o przywództwo w grupie małp, zrytualizowaną przez system zwany demokracją. Walka między państwami (często zbrojna) niczym innym jak walką o tereny łowieckie między grupami małp. Małpy mają jednak do dyspozycji kamienie i kije, a intelekt dorobił się atomu, lasera i bomb kasetowych. Jakiekolwiek działania małp nie mogą nigdy doprowadzić do zniszczenia planety ale intelekt już teraz z łatwością może tego dokonać. Czymże jest rasizm i inne podobne grupowe przesądy jak nie przeniesionym dzieleniem na "swój" i "obcy"?

Powtarzam: nie logika rządzi naszym działaniem ale małpie instynkty.

Raczej nie możemy się od tego uwolnić. Takie religio-filozofie jak ZEN na przykład nie cieszą się wielką popularnością. Chociaż to one są nadzieją ludzkości na przetrwanie. Podejrzewam, że dzięki treningowi ZEN można osiągnąć zwiększenie stopnia wykorzystania naszego mózgu, który jest podobno wykorzystywany tylko w 20%. Teraz już jasne dlaczego: miał być zapasem części zamiennych a nie komputerem ogromnej mocy.

Właściwie, jak się dobrze zastanowić to można było do tezy z wymienionej książki dojść drogą czystego rozumowania. Do zrealizowania pewnego procesu potrzebna jest odpowiednia moc obliczeniowa jako liczba elementów obliczeniowych i sieć ich powiązań. Trudno czekiwać aby liczba neuronów i komplikacja sieci zostały "myślą stworzone". Inaczej: aby rozwiązać problem potrzebna jest maszyna. Jak ewolucja miała zacząć od 2+2 a potem przejść do trudniejszych zadań? Najpierw musi zaistnieć pewna struktura, w którą potem można wpuścić zadania. Ewolucja nie planuje: stworzę 1000 neuronów, które pozwolą powiedzieć "mama" a potem za rok następne tysiąc dla "tata". To co powstaje ewolucyjnie musi być przydatne od razu albo przynajmniej nie przeszkadzać w funkcjonowaniu, bo taki osobnik nie pożyje długo i genów nie przekaże. Ewolucja nie planuje wcale, nie może więc stworzyć struktury odpowiedniej dla potrzebnych do przeżycia procesów myślowych. Skąd ma wiedzieć, że dla obsadzenia kamienia w kawałku drewna i zrobienia toporka potrzeba milion neuronów z 10 milionami powiązań np.?

Tak, konsekwencje prawdziwości tej tezy powinny przewrócić do góry nogami wszelkie dociekania naukowe na nasz własny temat, psychologię, nauki społeczne oraz, co może najważniejsze, przekonanie o powszechności intelektu we Wszechświecie. Jeśli nasz powstał przypadkiem, a nie jako "cel" ewolucji, jej ukoronowanie to możemy być zupełnie samotni we wszechświecie. A taka już nadzieja w nas wstąpiła kiedy okazało się, że planety są czymś pospolitym, że na Marsie znaleziono (być może) ślady życia.



początek strony
Strona główna  | odcinek: pierwszy | drugi | trzeci | czwarty | piąty | szósty | siódmy
Strona utworzona dnia 31-05-2000
Copyright Wincenty Grewkowicz